7Artisans WEN 35mm 1.4 – Recenzja

Zawartość opakowania i pierwsze wrażenia

Dzięki uprzejmości oficjalnego dystrybutora, firmie Foto-Technika w moje ręce trafił bardzo ciekawy obiektyw 7Artisans WEN 35mm 1.4 z mocowaniem Leica M. Do mojego Sonego A7III podpiąłem go za pomocą przejściówki close focus również produkcji firmy 7Artisans. Świetne wrażenie robi już pudełko, w które zapakowany jest obiektyw. Jest to beżowy sześcian z orientalnymi rysunkami po bokach, z rysunkiem obiektywu z przodu i przekrojem optycznym obiektywu na spodzie. Pudełko zamykane jest magnetyczną klapką. Po otwarciu naszym oczom ukazuje się piękne skórzane etui oraz woreczek na obiektyw. Sam obiektyw znajduje się wewnątrz tego skórzanego etui. Dodatkowo opakowanie zawiera ulotkę/instrukcje oraz miłą niespodziankę, gumową dźwignie, którą można przykleić do obiektywu. Pomaga ona przy zmianie ostrości (osobiście uwielbiam w ten sposób ustawiać ostrość!). 

Dlaczego ostrzenie manualne?

Po co zawracać sobie w ogóle głowę obiektywami manualnymi kiedy bezlusterkowce mają tak doskonały AF, śledzenie oka i inne bajery? Po co utrudniać sobie fotografowanie kiedy aparat i obiektywy z AF nam je ułatwiają? Dla mnie odpowiedź jest prosta. Ostrzenie manualne daję wiele radości, wprowadza też element nieprzewidywalności w świecie fotografii doskonałej technicznie. Przy ostrzeniu manualnym bardziej cieszy zrobione i udane zdjęcie. Czuję wkład w jaki w nie włożyłem kręcąc pierścieniem ostrości. Polecam spróbować każdemu. Szczególnie w bezlusterkowcach ma to sens, dzięki focus peaking i możliwości powiększenia wybranego obszaru zdjęcia. 

7Artisans WEN 35mm 1.4 – wykonanie

Po wyjęciu obiektywu z etui przez moją głowę przeszło „wow!”. Od razu miałem skojarzenie z leicowym Summiluxem 50mm. Piękny! Przyjemnie ciężki, waży 378 g (466 g wraz przejściówką). Pierścień ostrości chodzi płynnie z odpowiednim oporem, nie przestawia się przypadkowo. Zmiana przysłony jest płynna z bardzo delikatnym skokiem co 1EV. Obiektyw ma wbudowaną mini osłonę przeciwsłoneczną, którą można wysunąć. 

Doświadczenie z obiektywem

Dzięki temu jak 7Artisans WEN 35mm jest wykonany oraz jak pięknie działają w nim części ruchome, użytkowanie tego obiektywu to sama przyjemność. Często łapie się na tym, że kręcę pierścieniem ostrości dla samej przyjemności! Doświadczenie z użytkowania jest takie samo jak z Summiluxa, ale za ułamek tej ceny. 

7Artisans WEN 35mm 1.4 – jakość zdjęć

7Artisans WEN 35mm jest ostry już od pełnego otworu przysłony. Obrazuje bardzo szlachetnie, z lekkim swirlem z tyłu, bardzo ciekawie. Zdecydowanie nie ma nudy. Na 1.4 pod słońce łapie fajną okrągłą flarę. Niestety pojawiają się też aberracje chromatyczne (da się je jednak usunąć w LR). Zresztą na zdjęciach poniżej można zobaczyć jak szlachetny obrazek daje.

Podsumowanie 

7Artisans WEN 35mm 1.4 to ciekawa propozycja dla kogoś kto szuka niebanalnej jasnej 35-tki i nie przeszkadza mu ostrzenie ręczne. Obiektyw nie kosztuje dużo (1799 zł), a wykonany jest bardzo solidnie. Obrazuje pięknie i daje przyjemność z fotografowania. Nie ukrywam, że bardzo go polubiłem i z czystym sumieniem mogę go polecić!

Think Tank Retrospective 15 – recenzja

Plecaka Think Tank Retrospective 15 miałem okazje używać dzięki oficjalnemu dystrybutorowi firmie Foto-Technika (www.foto-technika.pl).

Opis plecaka

Plecak wykonany jest z nieprzemakalnego płótna (producent uwzględnił również pokrowiec przeciwdeszczowy w zestawie) i ma łączną pojemność 20 L (15 L główna komora + 5 L przednia kieszeń). Występuje w dwóch wersjach kolorystycznych, zielonej (pine) i czarnej (która mi osobiście podoba się najbardziej).

Think Tank Retrospective jest naprawdę solidnie wykonany i ma ciekawą miejską stylistykę. Kieszenie i komory zamykane są na zamki (x2), na rzepy lub na specjalne haki. Główna komora zamykana jest na zamek błyskawiczny, a dojście do niej jest od strony pleców, żeby zatem dostać się do sprzętu trzeba plecak położyć. Dzięki temu sprzęt jest zabezpieczony przed osobami postronnymi. Funkcja ta jednak uniemożliwia szybką zmianę obiektywu w przypadku szybkich akcji.

Z przodu plecak zamykany jest dużą klapą zapinaną na specjalne haki, których zadaniem jest możliwość szybkiego otwarcia i zamknięcia klapy. Z początku haki wydały mi dość irytujące, ale po paru otwarciach i zamknięciach przyzwyczaiłem się do nich. Muszę zatem przyznać, iż spełniają swoje zadanie lepiej niż rzepy czy inne zatrzaski czy magnesy. Nie zapinając górnej klapki wewnątrz plecaka jestem w stanie szybko dostać się do sprzętu.  

Pod główną klapą znajduje się 5-litrowa komora, a w niej zapinana na zamek przegródka na cenne drobiazgi klucze itd. Plecak mieści też 15” laptopa. Z boku plecak posiada dwie regulowane i składane kieszenie na statyw, butelkę z wodą lub termos z kawą.

Think Tank Retrospective 15 – użytkowanie

Podoba mi się to, że główną komorę można łatwo dostosować do swoich potrzeb. Przegródki można ustawić po swojemu i dostosować plecak do różnych wariantów. Zaletą jest też to, że plecak może być w całości wypełniony sprzętem lub można go podzielić na cześć sprzętową i część np. na ubrania. 

Ważne jest dla mnie to, że plecak nosi się bardzo wygodnie. Na plecach leży wspaniale, nawet wypełniony całym zestawem ślubnego sprzętu. Tylna klapa wyściełana jest miękką siateczką z wypustką na lędźwie, dzięki czemu w czasie wycieczki nie czuć, że ma się go na plecach. Na piersi dodatkowo można zapiąć pasek dla jeszcze większej wygody, plecak również posiada odpinany pas biodrowy. Paski służące do regulacji można zabezpieczyć gumkami, dzięki czemu nie latają i nie przeszkadzają przy noszeniu. 

Plecak używałem w dwóch wariantach:

Wariant 1 – wycieczkowe/spacerowy (rower, całodzienny spacer po mieście), górna komora na aparat + dwa obiektywy, środek na ciuchy i inne przydatne rzeczy. W pierwszym wariancie plecak spełnił moje oczekiwania, aczkolwiek chciałbym, żeby dostęp do sprzętu był jeszcze szybszy.

Wariant 2 – ślubno/zleceniowy, plecak w 100% wypełniony sprzętem.

Tu też nie mam zastrzeżeń. Plecak pomieścił 2x Sony A7III z zapiętymi obiektywami 35 1,8 i Viltrox 85 1,8 + 50mm 1,8 TS-E 24mm 3,5 wraz z przejściówką MC-11, Samyanga 24mm 2,8 dwie lampy Stroboss 60s + lampa Stroboss 36, skórzane szelki i parę drobiazgów.

Podsumowanie

Muszę przyznać, że na początku dość sceptycznie podszedłem do tego modelu plecaka. Na zdjęciach w internecie nie prezentuje się tak dobrze, jak wygląda w rzeczywistości. Zaskoczył mnie pozytywnie swoją funkcjonalnością i pojemnością. Jeśli ktoś myśli nad miejskim wielozadaniowym plecakiem to szczerze polecam.

Voigtlander Nokton 35mm 1.2 SE – recenzja

Nie będę ukrywał, że mam słabość do obiektywów Voigtlander. Są pięknie wykonane, stylowe i mają ciekawy obrazek. Co prawda nie miałem niestety do czynienia ze wszystkimi, ale te które przeszły przez moje ręce bardzo mi się spodobały. 

Nokton 35mm 1.2 SE – Pierwsze wrażenia i budowa.

Nie inaczej było i tym razem Nokton 35mm 1.2 SE to bardzo świeża konstrukcja, swoją premierę miał w marcu. Od razu po wyjęciu z pudełka czuć, że ma się do czynienia z obiektywem z duszą. Przyjemnie ciężki, ale nie za bardzo (410g), zwarty, nie za wielki. Pierścień ostrości chodzi cudownie, tak samo dobrze, z wyraźnym skokiem działa pierścień zmiany przysłony. Tym razem miałem do czynienia z obiektywem z natywnym mocowanie do Sony, więc w wizjerze widać było ustawioną aktualną przysłonę oraz parametry są zapisywane w Exifie.

Nokton 35mm 1.2 SE – Jakość zdjęć

Obiektyw jest wystarczająco ostry od 1.2, chociaż w przypadku tej przysłony złapanie ostrości w punkt nie jest aż tak bardzo proste i stąd w moim odczuciu jest to taka przyjemna miękka ostrość. Od przysłony 1.4 jest już bardzo ostro. Rozmycie ma ciekawe, ale nie aż tak bardzo jak Nokton 35mm 1,4 i co mnie bardzo smuci nie jest tak łatwo uzyskać na nim flarę. Lubi niestety pokazać aberracje chromatyczną, ale szybka korekta w LR i jej nie ma.

Podsumowanie

Z jednej strony fajnie jest mieć możliwość użycia przysłony 1.2, z drugiej strony jednak od obiektywu manualnego wymagam więcej charakteru i magii. Z Voigtlanderowych 35-tek Nokton Classic 35mm 1,4 II SC pozostaje moim ulubieńcem. 

Viltrox 85mm 1.8 II FE – recenzja

Od dwóch tygodni mam okazje używać Viltroxa 85mm 1.8 II z mocowaniem Sony FE. Recenzję wersji pierwszej możecie przeczytać tutaj.

Viltrox 85mm II – pierwsze wrażenia i budowa. 

Viltrox 85mm 1.8 FE jest tak samo dobrze zapakowany jak poprzednik. Biały kartonik, a w środku gąbeczki. Wyglada to bardzo elegancko i sprawia miłe pierwsze wrażenie. 

Sam obiektyw jest nadal pancernie wykonany, szkło i metal. Zrezygnowano również z wielkiego napisu 85mm. Co mnie również bardzo cieszy spadła waga obiektywu. Waży on teraz 486,5 g. 

Poprawiono też osłonę przeciwsłoneczną, wykonana jest z dobrej jakości plastiku i jest w kształcie tulipana. Obiektyw nadal można aktualizować podłączając go bezpośrednio do komputera. Nie potrzeba żadnej stacji dokującej. 

Jakość zdjęć i autofocus

Autofocus działał świetnie już w poprzedniej wersji i nadal jest bardzo szybki i pewny (używany z Sony A7III). Silnik AF działa niemal bezgłośnie. Jedynie przy przysłonie f5.6 i wyżej obiektyw zaczyna mieć problemy ze złapaniem ostrości.

Viltrox jest ostry już od 1.8 na całej powierzchni kadry i ma piękny bokeh. Dobrze pracuje się nim pod światło i można złapać też fajną flarę. 

Podsumowanie

Tym razem Viltrox mnie do siebie przekonał. Obniżono jego wagę, pozostawiając pancerną obudowę. Dodatkowo za serce chwyciło mnie to piękne rozmycie. Według mnie Viltrox 85mm 1.8 to świetna propozycja dla tych, którym zależy na szybkim AF i do tego szukają czegoś ciekawego w rozmyciu.

Serdecznie dziękuję firmie FotoTechnika za użyczenie obiektywu do testów.

Viltrox 85mm 1.8 STM (Sony) – recenzja

Na rynku jest w tej chwili pięć obiektywów  85mm z mocowaniem Sony E. Są to:

Sony 85mm 1.8

Batis 85mm 1.8

Samyang 85mm 1.4

Sony GM 85mm 1.4

Sigma 85mm 1.4

I testowany przeze mnie Viltrox 85mm 1,8, który jest najtańszy z całej szóstki.

Viltrox 85mm – pierwsze wrażenia i budowa

Bardzo pozytywne wrażenie sprawia już to jak Viltrox jest zapakowany. Z zewnątrz fajny biały kartonik, w środku obiektyw zapakowany jest w gąbeczki. Tylko pierwsze obiektywy Fuji były lepiej zapakowane (z tych, które miałem) 🙂 Sam obiektyw jest wykonany mega solidnie, metal i szkło. Brawo! Z drugiej strony ta pancerna budowa sprawia, że obiektyw jest ciężki. Jedynie osłona przeciwsłoneczna wykonana jest z taniego plastiku. Zupelnie nie pasuje do tego obiektywu. Fajną rzeczą jest to, że nie potrzeba żadnej stacji dokującej, żeby zrobić aktualizacje. Wystarczy wpiąć kabel bezpośrednio w obiektyw i już 🙂

Jakość zdjęć i autofocus

Ostrość, bokeh i szybkość autofocus stoją w Viltroxie na bardzo wysokim poziomie. Viltrox 85mm jest bardzo ostry już od 1,8 i ma bardzo przyjemne rozmycie. Autofocus śmiga tak samo szybko jak w obiektywie Sony (testowane na Sony A7III). Niestety ciężko uzyskać na nim flarę 🙁

Jest jedna rzecz, która w mi osobiście w Viltroxie przeszkadza. To jego waga. Dla mnie 626 gram to już trochę za dużo przy obiektywie ze światłem 1,8. Dla porównania Samyang ze światłem 1,4 wazy 568 g, a Sony 85 1,8 371 g. Nie przeszkadzałoby mi gdyby Viltrox był trochę bardziej plastikowy i mniej pancerny, ale lżejszy. 

Podsumowując. Viltrox to świetny obiektyw dla tych, których waga obiektywu nie ma wielkiego znaczenia, a chcą dostać fajne 85mm za niewielkie pieniądze. Serdecznie dziękuję firmie FotoTechnika za użyczenie obiektywu do testów.